2006.06.07, 309km, Marcin Gorayski, Borsk, Polska

zapis lotu OLC
plik IGC
sylwetka pilota

 

KLUB300

....Co roku wyznaczam sobie jakieś nowe marzenia do spełnienia . W tym roku było to poprawienie rekordu Polski oraz jak się uda zrobienie 300 km . Góry Karkonosze , w ktorych mieszkam nie dawały mi dużych szans na wykonanie tych załozeń więc wybór padł na lotnisko Borsk na pomorzu , miejsce od dawna znane z dalekich lotów. Czekałem tylko na odpowiednie warunki.

W końcu pojawiło sie właściwe powietrze nad Polską a mnie zatrzymał remont w domu :-( . Patrzyłem na kamery z tamtych okolic i widzac niebo wiedziałem , ze koledzy poleca sporo kilometrów. Nie pomyliłem się. Poszły loty powyżej 200 . Wieczorem mogłem już wyjechać i rano stawic sie na start .Informacje meteo z rana dawały szanse na 300 km !!! . Startowałem jako czwarty i po wyczepieniu sie na 550 m znalazlem słabe noszenie w którym powoli zyskiwałem wysokośc odchodzac od lotniska. Po chwili znalazłem porządny komin i zrobiłem chmurę na 2200 .Teraz tylko musiałem dolecieć do ciągnących sie po horyzont szlaków Cu .

Po długim przeskoku silne noszenie dowiozło mnie do chmur skąd zacząłem swoją przygodę życia :-). Piękne widoki lasy , jeziora i podstawy chmur które podniosły sie do ponad 2800m dawały niezapomniane wrażenia . wiedziałem , że aby osiągnać magiczną barierę 300 km nie mogę bawić się w kręcenie "zerek". Jak byłem wysoko nie zawijałem kominów poniżej 4m/s. Każdy przeskok to lot na speedzie . Mój tracer jak zawsze zachowywał sie dzielnie w locie na gazie wspinając sie po drodze na każdy napotkany podmuch. o godzinie 13 miałem już 100 km a warunki wciąz się poprawiały .



Godzina 16 i ponad 200 :-) Tylko kilka razy znalazłem sie niepokojaco blisko ziemi ale na szczęście za każdym razem udawało mi się coś znaleść i wygrzebać sie spowrotem pod chmury. Na trzysetnym kilometrze doleciałem nad wielki las , gdzie lądowanie mogło być dość problematyczne (Silny wiatr i brak wystarczającego lądowiska) . Ze względow bezpieczeństwa podjąłem decyzje o odwrocie i lądowaniu , eh.. Skończyłem lot na godzinę przed końcem warunków . Mając juz 300 km od startu spłniłem swoje marzenia i nie chciałem ryzykowac lądowania w środku lasu przy silnym wietrze . Nie wiedziałem że do rekordu Europy brakuje mi niespełna 3km :-( tak bym pewnie zaryzykował przycupnięcie na jakimś świerku 5km dalej :-D ) . No nic mam nowy cel na przyszłość :-).




Całą drogę jechała za mną dzielnie moja żona Ewelina znajdując się zaledwie 60 km ode mnie kiedy lądowałem .Za jakis czas dostałem wiadomość , że Jumbo siedzi gdzieś nad Odrą a Słodki nadal leci :-P okazalo się że Jumbo 240 a Słodki choć lądował godz po mnie 233 . Gratulacje chłopaki piekne wyniki. Moja Ewelinka zebrała po drodze Przemka i Słodkiego i cała wesoła ekipa podjechała po mnie do naszych zachodnich sąsiadów .



Pozdrawiam Marcin Gorayski.