2005.07.02 - 221km - Kacper Kowalski - Borsk, Polska

zapis lotu OLC
plik IGC
relacja ze strony pilota
sylwetka pilota



2 lipca 2005 roku. To był dzień! Nie będę udawał, że nie wyczekiwany... Od dłuższego czasu każdego dnia, gdy przeczuwałem szansę na dobry przelot, pędziłem do Borska.

Tak było i w tę sobotę. Wiało z północy. Od samego rana na niebie pojawiały się sznurki cumulusów, o niskich postrzępionych podstawach. Dotychczas lot na południe blokował oddalony o 50km CTR Bydgoszcz. Kilku tygodni temu zaszła zmiana i teraz CTR  działał tylko w nocy. Pozostawał tylko problem MATZ Bydgoszcz. Na szczęście dla wszystkich, jak na sobotni lipcowy dzień przystało wojacy wybrali relax i całe niebo na południe było otwarte... 

Gdy przyjechałem kilka minut po dziesiątej, w powietrzu był Sylwek Banasik. Meldował, że termika działa mimo wczesnej pory i niskiej podstawy (tj. około 800 m nad płytą lotniska). Parę minut po jedenastej byłem podpięty do liny. Gładki start i szybko osiągnięta podstawa już na wysokości 1100 m. Naniesiona termika dostała zastrzyk ciepłego powietrza z rozgrzanych borów.

Chmury były mięsiste i gęsto usiane po niebie. Często przelewały się jedna w drugą, dokładnie wytyczając trasę lotu. Takie warunki panowały nad całymi Borami Tucholskimi. Jak na bory przystało rozpościerają się tam ogromne połacie lasów sosnowych z licznymi jeziorami. Leciałem nad bardzo słabo znanym mi terenie dopiero od niedawna można latać w tym kierunku, wcześniej granice CTR lotniska w Bydgoszczy murem odgradzały tę wspaniałą termicznie, kontrastową krainę. Tuż przede mną leciał Gajowy, spieszył się i parł twardo do przodu i z tego rozpędu władował się prosto w kryzys termiczny.

Leciałem nie spiesząc się zbytnio, z obawy przed głupim błędem i stratą czasu na walkę w parterze lub lądowaniem gdzieś w środku stumilowego lasu. Gajowy walczył dzielnie i odbudował wysokość. Spotkałem kilka szybowców i Sylwka przed Bydgoszczą.

Avax spisuje się znakomicie. To mój trzeci lot na nim w termice. Jest dosyć twardy, podobnie do Aerona (poprzedni glajt), lleci się więc intuicyjnie. Trzeba go tylko pilnować przez cały czas, aby był nad głową. Wcześniej miałbym fotografie ze spotkania pod chmurą, lecz teraz, w żwawym kominie boję się puścić Avaxa, by fotografować. Co innego na przeskoku, gdzie jest spokojnie i mogę zrobć kilka zdjęć.

Doleciałem do Bydgoszczy. Do tego czasu lot był oczywisty. Tam, na granicy miasta, podjąłem próbę powrotu na lotnisko, gdzie grzał się w słońcu samochód. Wiatr nie był silny, około 10-12 km/h. Po chwili wiedziałem, że nie mam sił walczyć z wiatrem i z duszą na ramieniu poszybowałem skrajem miasta. Frapowało mnie lotnisko cywilne. Duże lotnisko pasażerskie, z CTR-em czynnym w godzinach nocnych. Tak przynajmniej twierdzi AMC. Jednak czy na pewno? To takie duże miasto... w Mój niepokój trwał do czasu, gdy dostrzegłem szybowce holujące się w poprzek pasa. Ha!

Za doliną krajobraz zmienił się. Nie było już tylu lasów, zastąpiły je wielkie powierzchnie upraw. Były jeziora, miasteczka i... wielkie przemysłowe tereny wyglądające na kopalnie odkrywkowe (fotografia  powyzej). Nie widziałem wcześniej takich budowli, wyglądały imponująco i trochę kosmicznie. Między przeskokami było spokojnie, wobec czego miałem czas na zwiedzanie nowego terenu i fotografowanie. Podstawa podniosła się do 2200 m, chmur nie było tak wiele jak nad borami, lecz były większe. I tu też latały szybowce.

W okolicy Mogilna spadłem do parteru. Chmury przede mną się rozpadły, leciałem prosto na dwa rynnowe długie jeziorka. (zdjęcie powyżej) Miałem nadzieję że będą kontrastować z wygrzanymi polami i lasami i będą miejscem gdzie urwie się jakiś komin. Liczyłem też na to, że na powierzchni jeziora niewidoczny zwykle komin zostawi swój ślad...

Tak też było. Przyszła mocna szpilka i wraz z nią jak balonik wędrowałem do góry. Obserwowałem jeziorka i już w głowie miałem obraz termiki.

Leciałem przez chwilę wzdłuż jeziorek. Lot po jeziorkach daje większe szanse znalezienia termiki, lecz trzeba zmagać się z wiatrem który wiał z północy... jeziorka prowadziły w stronę CTR Poznań i wprost w niebieską termikę, postanowiłem więc je porzucić i lecieć dalej z wiatrem na południe.

kolejne Kopalnie wyglądały kosmicznie. Trochę byłem już zmęczony, lecz na szczęście znów rozbudowały się piękne ssące chmurki i prędkość lotu wzrosła. W stronę Poznania (na zachód) rozbudował się szlak. Nie tym razem, dziękuję, wybieram południe :-)

Gdy doleciałem do Konina (zdjęcie powyżej), wzrok przyciągał następny technologiczny obiekt - wściekle turkusowe jeziorko w otoczeniu usianym dymiącymi kominami. Dym pomógł mi zlokalizować ten ważny dla nas, zwykle niewidzialny komin. Na GPS-ie miałem 184 km w linii prostej od Borska. Było już późno, chmury pojawiały się coraz rzadziej, prędkość wiatru spadła. Już tak niewiele brakuje... Wykręciłęm podstawę i wyliczyłem, że jeśli nie napotkam zbytnich duszeń, pęknie 200km !!! Ta myśl dodała mi sił.

Gdy na wario miałem niewiele ponad 200m wysokości, przekroczyłem magiczną granicę. Już szukałem miejsca do lądowania, dokładnie za budową nowego odcinka autostrady, gdy wario delikatnie pisnęło.  Już się cieszyłem na kontakt z ziemią... Gdy piknięcie się powtórzyło, ponownie wciągnąłem podwozie i podkręciłem kilkaset metrów. Noszenie mi uciekło, nie udało mi się go odnaleźć. Szczerze się przyznam, że nie przykładałem się zbytnio do poszukiwań. Po chwili, późnym popołudniem, po 7 godzinach i 15 minutach lotu i wykręceniu ponad dwudziestu podstaw, wylądowałem nieopodal miejscowości Turek. GPS wskazuje 211 km w linii prostej.
Nadal nie mogę w to uwierzyć...
 

fotografie z lotu ptaka
fotografia lotnicza